- To prowadź. Powiedziała ciepłym głosem, chłopak nie zastanawiając się, ani minuty, znów złapał swoją nową koleżankę za rękę i udali się do jego pokoju.
Od razu jak Julia weszła do pokoju Kuby się głośno roześmiała.
- No tak... Mogłam się tego spodziewać. Żaden chłopak nie trzyma porządku w pokoju. Dziewczyna się skrzywiła lekko i wybuchnęła głośnym śmiechem. Co rozluźniło trochę atmosferę.
Po chwili spojrzała na te wszystkie porozrzucane ciuchy po całym pokoju i wzruszyła ramionami. Kuba się nieco zawstydził i dodał szybko.
- Nie spodziewałem się dzisiaj żadnych gości, przepraszam zaraz tu jakoś ogarnę. Westchnął ciężko i zaczął zbierać wszystkie jego ubrania, po czym zwinął je w kłębek i wrzucił do szafy.
Spojrzał na dziwną minę dziewczyny i się roześmiał. Westchnął raz jeszcze i skierował wzrok ku dołowi. - Teraz już możemy wygodnie usiąść. Uśmiechnął się szeroko i usiadł na kanapie, a dziewczyna zrobiła to samo. Przez chwilę panowała krępująca cisza, której tak bardzo nienawidził Kuba, więc rzekł. - Od dawna interesujesz się siatkówką? Spytał patrząc jej cały czas w oczy.
- A no powiedzmy, że tak od trzech lat, a gram od dwóch. Julia także spojrzała w oczy Kuby i oblizała swoje usta w celu nawilżenia ich.
Rozglądnęła się dokładniej po pokoju chłopaka, ujrzała tam dużo książek, wstała więc i podeszła do półki na której były poukładane książki. Sięgnęła po jedną i dokładnie ją obejrzała, czytając jeden fragment z niej.
- Ciekawa książka. Pokiwała głową i oglądnęła ją jeszcze raz.
- Masz rację, czytałem ją już dawno temu, naprawdę fajna książka. Powiedział z uśmiechem i zamyślił się przez chwilkę. Dziewczyna, nie odezwała się ani słowem. Więc chłopak dodał:
- Możesz ją wziąć, nie potrzebna mi ona, skoro już ją czytałem. Rzekł cicho spoglądając ukradkiem co się dzieje za oknem. Julka spojrzała na chłopaka i raz jeszcze na książkę:
- Dziękuję Ci bardzo. Uśmiechnęła się szeroko, a w jej policzkach pojawiły się dwa słodkie dołeczki, które dodawały jej uroku.
Gdy już chciała usiąść obok chłopaka usłyszała dzwonek swojego telefonu. Wyjęła go z bluzy. Oczywiście, kto mógł inny dzwonić do niej jak nie mama. Na samą myśl o tym jak będzie na nią wrzeszczała, że jej nie ma jeszcze w domu, wzdrygnęła delikatnie. I odebrała telefon... Jej mama powiedziała, że Koko uciekł, pies dziewczyny. Julia pisnęła i wstała:
- Jak to!? Krzyknęła z niedowierzaniem do słuchawki.
Chłopak się wszystkiemu przyglądał z ciekawością. Julka po chwili odłożyła telefon i usiadła rozpaczliwie na kanapie.
- Przepraszam muszę już iść. Powiedziała ze spuszczonym wzrokiem.
- Ale co się stało? Może jakoś pomogę? Spytał niecierpliwie oczekując jak najszybszej odpowiedzi od nastolatki.
Dziewczyna tylko pokiwała przecząco głową i wyszła z pokoju. Zeszła szybko na dół i ubrała trampki, nawet nie zdążyła ich dobrze zawiązać. Kuba pobiegł za nią, ale nie zdołał jej zatrzymać. Julia błąkała się po całej ulicy szukając swojego psa...
- Koko!? Gdzie jesteś piesku!?. Wykrzyczała we łzach które spływały na jej różowiutkie policzki.
To na nic... Pomyślała i ruszyła w kierunku swojego domu. Kiedy weszła, rzuciła plecak w kąt i pobiegła do salonu, gdzie siedziała jej mama. Zachowywała się gdyby nigdy nic.
- Znalazł się Koko? Julka spytała stojąc na środku pokoju.
- Nie przykro mi. Odpowiedziała jej mama, popijając łyk kawy.
Dziewczyna spojrzała na nią, a w jej oczach pojawiły się łzy. Zaraz potem do domu wszedł, jej ojczym. Kiedy go zobaczyła, popędziła szybko do swojego pokoju. Julia przesiedziała całą godzinę, robiąc ogłoszenia, o swoim piesku. Miała nadzieję, że gdy je rozwiesi jej przyjaciel się znajdzie. Nastolatka kochała go najmocniej w świecie. Miała go od 6 lat, dbała o niego najlepiej jak umiała. Dlaczego miał by on uciec, nie miał przecież źle. Tymi myślami dziewczyna się wciąż zadręczała. Zeszła na dół, żeby sobie zrobić herbatę. Usłyszała dziwną rozmowę pomiędzy jej mamą, a ojczymem.
- Nie powinniśmy tego robić, Artur. Powiedziała mama dziewczyny spoglądając na swojego przyjaciela.
- Miałem dość tego psa. Teraz ma za swoje. Kiedy dziewczyna usłyszała te słowa wypowiedziane z ust tego brutala, aż zaniosła się od płaczu.
Chwilę potem dodał. - Wywiozłem go daleko, najprawdopodobniej już zginął w lesie. Zaśmiał się szyderczo, a Julce spłynęły słone łzy.
Poszła do siebie do pokoju. Usiadła na łóżku. Najpierw nie mogła w to uwierzyć. Nie namyślając się dłużej, wzięła swój plecak i wyszła z pokoju. Cichutko, żeby nie obudzić swojej mamy która już zasnęła, wyszła z domu. Zaczęła się błąkać po ulicy, w końcu nie wiedziała gdzie już jest. Usiadła na ławce i się rozpłakała, po czym położyła plecak pod głowę i zasnęła....

Super<3 super<3
OdpowiedzUsuńCzakam nn.
Zapraszam do mnie:)
http://justintheselena.blogspot.com/
Świetny, ale smutny. ;)
OdpowiedzUsuńglamorien.blogspot.com
Kiedy czytałam fragment o psie , żę go wywiózł prawie się popłakałam .
OdpowiedzUsuńMam swojego pieska i nigdy go nie oddam . Strasznie smutne :(
Super blog :)
OdpowiedzUsuńSuuper.Bardzo dobrze piszesz :)
OdpowiedzUsuńBardzo , bardzo dobrze piszesz . Oby tak dalej . Kiedy następny rozdział .
OdpowiedzUsuńkorytarzami-codziennosci-pauliny.blogspot.com