sobota, 31 sierpnia 2013

#4: Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć. Ja ich nie mam.

Wzdrygnęła... Gdy poczuła czyiś dotyk na swoim ramieniu. Szybko przetarła oczy, stała przed nią siwa staruszka która przypatrywała się dziewczynie z zaciekawieniem. Julka się nieco przestraszyła widząc przed oczyma starszą panią i zagłębiła się przez chwilę w jej szkliste i  przepełnione smutkiem oczy po czym szybko oprzytomniała i spytała.
- Co pani robi tutaj całkiem sama? Odrzekła siadając na krawędzi ławki, poklepując wolne miejsce obok siebie.
 Staruszka się uśmiechnęła i usiadła obok dziewczyny bez słowa. Chwile patrzała przed siebie, a po jej policzku spłynęła łza... Dziewczyna patrząc ze wzruszeniem na staruszkę wytarła jej łzę, wtedy starsza pani się odezwała.
 - Życie bywa kruche kochanie, trzeba dbać o swoich najbliższych. Powiedziała tylko to i wstała z ławki, ruszyła przed siebie, odwracając głowę tylko do tyłu uśmiechając się na przymus.
 Julka pomyślała, że to było bardzo dziwne spotkanie. Wyjęła z kieszeni telefon i zobaczyła, że wybiła już północ, więc ruszyła w stronę domu, zakładając na uszy słuchawki. Zapomniała całkiem o wszystkim... Gdy weszła do domu, cichutko zdjęła buty i poszła do siebie do pokoju. Wzięła szybki prysznic i przebrała się w piżamę, a potem poszła spać... Następnego ranka obudził ją dźwięk telefonu, to była jej mama. Zadzwoniła do niej, że ma już wstać, bo dawno była już w pracy. Dziewczyna wzięła się w garść i poszła się przygotować do szkoły. Była zdziwiona i to nawet bardzo, że jej mama nie zauważyła, że wyszła z domu wieczorem, a wróciła parę minut po północy. Ciągle myślała o staruszce którą wczoraj spotkała, nie wiedziała sama co o tym myśleć. Gdy już się przygotowała w pełni do szkoły zeszła na dół zrobić sobie herbatę. Zastała tam swojego ojczyma, który czytał gazetę. Dziewczyna spojrzała na niego z pogardą i wstawiła wodę do herbaty, usiadła przed nim i wyrwała mu z dłoni gazetę.
 - Masz mi może coś do powiedzenia? Spytała stukając opuszkami palców o blat stołu. Mężczyzna spojrzał na Julkę i zaśmiał się.
- Co miałbym Ci powiedzieć? Wzruszył cały rozbawiony ramionami.
 - Nie udawaj, że nie wiesz... Powiedziała twardo, a potem wstała i poszła sobie zalać herbatę.
 Usiadła z herbatą w ręku znowu przed nim i umoczyła usta w kubku. Pokręciła tylko głową z niedowierzaniem i westchnęła ciężko... Masywny mężczyzna, zorientował się po chwili, że nastolatka już wszystko wie, przełknął tylko głośno ślinę i odwrócił wzrok.
- Chce Koko z powrotem... Rzekła cicho i rzuciła w niego gazetą, odchodząc od stołu i zasuwając za sobą krzesło...
 Dopiła tylko herbatę, ubrała buty i wyszła z domu, trzaskając drzwiami. Szła jak zawsze zamyślona i wsłuchana w tekst piosenki. Minęła tylko parę zabieganych ludzi, a po chwili dotarła do szkoły. Mało co się nie spóźniła, weszła do sali parę minut po dzwonku, wszyscy już siedzieli w swoich ławkach, więc Julia też zajęła miejsce. Była to lekcja fizyki, nauczycielka przedstawiała właśnie syna jej trenera Kubę. Ona wcale tym nie zainteresowana wyjęła zeszyt i zaczęła coś w nim bazgrać, nie miało dla niej to teraz największego znaczenia, chociaż, że znała już Kubę... Po smętnym gadaniu nauczycielki, chłopak usiadł do ławki przed Julią. Odwrócił się i szeptnął.
- Co się wczoraj stało czemu tak szybko wybiegłaś? Spojrzał na nastolatkę, a ona tylko burknęła coś pod swoim nosem i powiedziała, że nie jego sprawa.
 Chłopak spuścił wzrok i odwrócił się w stronę tablicy. Znów zgrywała niedostępną, a przecież wczoraj im się tak dobrze rozmawiało. Lekcja minęła dość szybko dla wszystkich... Julia nie odzywała się do nikogo w szkolę przez cały dzień. Kiedy już zajęcia się skończyły i dziewczyna ruszyła w stronę domu, zaczepił ją Kuba.
 - Może powiesz co się stało? Dopytywał wciąż chłopak idący obok niej...
 Julia przewróciła oczami i odparła.
- Pies mi uciekł... To znaczy nie uciekł ale... W tym momencie dziewczyna zacisnęła usta i spojrzała przed siebie, dając chłopakowi znak, że nie chce mówić dalej.
Kuba zrozumiał i szedł obok niej cały czas, nie odzywając się ani słowem. Nastolatek czuł się dosyć niezręcznie, a Julce było wszystko jedno. Nagle wtrącił:
- Jutro wyprawiam imprezę, przyjdziesz? Spytał oczekując odpowiedzi, miał nadzieję, że dziewczyna się zgodzi, ale nie dawał po sobie tego poznać.
 - Może. Powiedziała krótko i stanęła... Spojrzała na niego i pokiwała mu na pożegnanie, bo dotarła już do swojego domu. Chłopak odprowadził dziewczynę wzrokiem i ruszył w stronę swojego domu. Gdy szedł krętymi uliczkami, zauważył psa... Miał najprawdopodobniej złamaną nogę, bynajmniej tak to wyglądało. Kuba nie namyślając się dłużej wziął na ręce psa i zaniósł go do siebie do domu. Ku jego zdumieniu nie było jeszcze nikogo w domu, więc położył pieska na kocu na dworzu i opatrzył jego łapkę w miarę swoich umiejętności. Na jego obroży pisało tylko, że wabi się Koko. Chłopak nie wiedział co zrobić, więc zadzwonił do schroniska, że znalazł psa, który się błąkał sam po mieście. Po paru minutach ktoś ze schroniska przyjechał po psa i zawieźli go do schroniska... Kuba nie miał co ze sobą zrobić, a więc postanowił, że pójdzie zobaczyć jak czuje się Julka. Zapukał... Drzwi otworzył mu wysoki i masywny mężczyzna...
- Dzień dobry ja do Juli. Rzekł lekko przestraszony...
Mężczyzna przytaknął głową i pokazał gestem ręki, że ma wejść, tak właśnie też zrobił. Facet pokazał gdzie jest pokój Julki i zmierzył chłopaka wzrokiem. Kuba podziękował i zapukał do pokoju dziewczyny... Julka się nie odezwała, a więc nastolatek sam wszedł. Dziewczyna leżała na łóżku ze słuchawkami w uszach, czytając jakieś romansidło. Gdy tylko go zobaczyła szybko zdjęła słuchawki z uszu i spytała:
- Czemu przyszedłeś? Spojrzała na chłopaka oczekując szybkiej odpowiedzi.
 - Spytać jak się czujesz. Rzekł chłopak siadając obok niej.
- Dziękuję, że się tak o mnie martwisz, ale nie potrzebnie. Chcesz coś do picia? Zapytała spoglądając w jego oczy.
Chłopak przytaknął, a więc dziewczyna wstała z łóżka i zeszła na dół po pomarańczowy sok. Chwilę jej to zajęło, więc Kuba miał czas, żeby rozejrzeć się po pokoju. Zauważył, że na biurku leży pełno kartek... Podszedł więc tam i zaczął czytać. Gdy to przeczytał, aż mu się gorąco zrobiło. Przecież to były ogłoszenia co do jej psa, zaginął...Koko... Ten sam co dzisiaj znalazł chłopak... Pokręcił niedowierzanie głową i podrapał się za uchem, że też o tym nie pomyślałem... Ale dobrze, że się znalazł. Po chwili weszła do pokoju dziewczyna ze sokiem i kanapkami. Chłopak się tylko do niej uśmiechnął i spojrzał w jej oczy..
- Muszę Ci coś powiedzieć...








piątek, 16 sierpnia 2013

#3: Nie należy lekceważyć drobnostek, bo od nich zależy doskonałość.

Chłopak złapał niepewnie Julkę, za jej drobną i zimną dłoń, ruszyli w stronę drzwi wejściowych, przemykając się, tak aby nikt ich nie zauważył. Gdy udało im się, Kuba otworzył drzwi pokazując Julii, gestem ręki, że ma wejść. Dziewczyna obdarowała chłopaka ciepłym uśmiechem i przekroczyła próg drzwi. Kiedy weszła, rozglądnęła się dookoła. Było tam bardzo przytulnie i mieszkanie było urządzone z niezłym gustem. Nastolatka zdjęła, więc swoje czarne trampki i spojrzała się na chłopaka.
- To prowadź. Powiedziała ciepłym głosem, chłopak nie zastanawiając się, ani minuty, znów złapał swoją nową koleżankę za rękę i udali się do jego pokoju.
Od razu jak Julia weszła do pokoju Kuby się głośno roześmiała.
- No tak... Mogłam się tego spodziewać. Żaden chłopak nie trzyma porządku w pokoju. Dziewczyna się skrzywiła lekko i wybuchnęła głośnym śmiechem. Co rozluźniło trochę atmosferę.
 Po chwili spojrzała na te wszystkie porozrzucane ciuchy po całym pokoju i wzruszyła ramionami. Kuba się nieco zawstydził i dodał szybko.
- Nie spodziewałem się dzisiaj żadnych gości, przepraszam zaraz tu jakoś ogarnę. Westchnął ciężko i zaczął zbierać wszystkie jego ubrania, po czym zwinął je w kłębek i wrzucił do szafy.
 Spojrzał na dziwną minę dziewczyny i się roześmiał. Westchnął raz jeszcze i skierował wzrok ku dołowi. - Teraz już możemy wygodnie usiąść. Uśmiechnął się szeroko i usiadł na kanapie, a dziewczyna zrobiła to samo. Przez chwilę panowała krępująca cisza, której tak bardzo nienawidził Kuba, więc rzekł. - Od dawna interesujesz się siatkówką? Spytał patrząc jej cały czas w oczy.
- A no powiedzmy, że tak od trzech lat, a gram od dwóch. Julia także spojrzała w oczy Kuby i oblizała swoje usta w celu nawilżenia ich.
 Rozglądnęła się dokładniej po pokoju chłopaka, ujrzała tam dużo książek, wstała więc i podeszła do półki na której były poukładane książki. Sięgnęła po jedną i dokładnie ją obejrzała, czytając jeden fragment z niej.
- Ciekawa książka. Pokiwała głową i oglądnęła ją jeszcze raz.
 - Masz rację, czytałem ją już dawno temu, naprawdę fajna książka. Powiedział z uśmiechem i zamyślił się przez chwilkę. Dziewczyna, nie odezwała się ani słowem. Więc chłopak dodał:
 - Możesz ją wziąć, nie potrzebna mi ona, skoro już ją czytałem. Rzekł cicho spoglądając ukradkiem co się dzieje za oknem. Julka spojrzała na chłopaka i raz jeszcze na książkę:
- Dziękuję Ci bardzo. Uśmiechnęła się szeroko, a w jej policzkach pojawiły się dwa słodkie dołeczki, które dodawały jej uroku.
 Gdy już chciała usiąść obok chłopaka usłyszała dzwonek swojego telefonu. Wyjęła go z bluzy. Oczywiście, kto mógł inny dzwonić do niej jak nie mama. Na samą myśl o tym jak będzie na nią wrzeszczała, że jej nie ma jeszcze w domu, wzdrygnęła delikatnie. I odebrała telefon... Jej mama powiedziała, że Koko uciekł, pies dziewczyny. Julia pisnęła i wstała:
 - Jak to!? Krzyknęła z niedowierzaniem do słuchawki.
Chłopak się wszystkiemu przyglądał z ciekawością. Julka po chwili odłożyła telefon i usiadła rozpaczliwie na kanapie.
 - Przepraszam muszę już iść. Powiedziała ze spuszczonym wzrokiem.
 - Ale co się stało? Może jakoś pomogę? Spytał niecierpliwie oczekując jak najszybszej odpowiedzi od nastolatki.
 Dziewczyna tylko pokiwała przecząco głową i wyszła z pokoju. Zeszła szybko na dół i ubrała trampki, nawet nie zdążyła ich dobrze zawiązać. Kuba pobiegł za nią, ale nie zdołał jej zatrzymać. Julia błąkała się po całej ulicy szukając swojego psa...
- Koko!? Gdzie jesteś piesku!?. Wykrzyczała we łzach które spływały na jej różowiutkie policzki.
 To na nic... Pomyślała i ruszyła w kierunku swojego domu. Kiedy weszła, rzuciła plecak w kąt i pobiegła do salonu, gdzie siedziała jej mama. Zachowywała się gdyby nigdy nic.
- Znalazł się Koko? Julka spytała stojąc na środku pokoju.
- Nie przykro mi. Odpowiedziała jej mama, popijając łyk kawy.
 Dziewczyna spojrzała na nią, a w jej oczach pojawiły się łzy. Zaraz potem do domu wszedł, jej ojczym. Kiedy go zobaczyła, popędziła szybko do swojego pokoju. Julia przesiedziała całą godzinę, robiąc ogłoszenia, o swoim piesku. Miała nadzieję, że gdy je rozwiesi jej przyjaciel się znajdzie. Nastolatka kochała go najmocniej w świecie. Miała go od 6 lat, dbała o niego najlepiej jak umiała. Dlaczego miał by on uciec, nie miał przecież źle. Tymi myślami dziewczyna się wciąż zadręczała. Zeszła na dół, żeby sobie zrobić herbatę. Usłyszała dziwną rozmowę pomiędzy jej mamą, a ojczymem.
- Nie powinniśmy tego robić, Artur.  Powiedziała mama dziewczyny spoglądając na swojego przyjaciela.
 - Miałem dość tego psa. Teraz ma za swoje. Kiedy dziewczyna usłyszała te słowa wypowiedziane z ust tego brutala, aż zaniosła się od płaczu.
Chwilę potem dodał. - Wywiozłem go daleko, najprawdopodobniej już zginął w lesie. Zaśmiał się szyderczo, a Julce spłynęły słone łzy.
Poszła do siebie do pokoju. Usiadła na łóżku. Najpierw nie mogła w to uwierzyć. Nie namyślając się dłużej, wzięła swój plecak i wyszła z pokoju. Cichutko, żeby nie obudzić swojej mamy która już zasnęła, wyszła z domu. Zaczęła się błąkać po ulicy, w końcu nie wiedziała gdzie już jest. Usiadła na ławce i się rozpłakała, po czym położyła plecak pod głowę i zasnęła....



czwartek, 15 sierpnia 2013

#2: Miłość trzeba budować, odkryć ją to za mało.


Jechali... Ona wsłuchana w muzykę która grała w radiu, nie usłyszała nawet jego pytania. - Halo, żyjesz? Zaśmiał się jej nieznany chłopak i szturchnął ją delikatnie w ramie.
- Tak, tak. Przepraszam zamyśliłam się. Westchnęła cichutko i delikatnie zarumieniły się jej policzki.
 - O co pytałeś? Odrzekła zaciekawiona dziewczyna ukradkiem patrząca się w jego oczy.
  - Gdzie chodzisz do szkoły? Nie wiem w sumie gdzie mam jechać. Zaśmiał się głośno chłopak i wjechał w krętą uliczkę.
- Do liceum.. Jest u nas w mieście tylko jedno. Uśmiechnęła się do niego nieco szerzej.
 Chłopak się tylko uśmiechnął i przytaknął głową. Po jakiś 5 minutach krępującej ciszy chłopak się odezwał. - To jesteśmy. Odpowiedział i wskazał ręką na budynek szkolny. Nastolatka spojrzała się na jego poważną minę i odpięła pasy, spuszczając wzrok na dół.
 - Dziękuję za podwózkę. Rzekła po czym otworzyła drzwi od samochodu i wysiadła. Zarzuciła swój plecak na jedno ramie i podeszła do okna od strony kierowcy gdzie siedział tajemniczy chłopak.
- Miłego dnia Ci życzę. Dziewczyna się lekko uśmiechnęła, ale było widać, że jest trochę rozczarowana.
 - Ja Tobie też. Chłopak spojrzał przed siebie, a następnie zaczął szukać czegoś w jednej z przegród samochodu. Wyjął z niej małą karteczkę z jego numerem telefonu.
- Tu jest moja wizytówka, jeżeli będziesz chciała pogadać daj znać. Tajemniczy przystojniak tylko się uśmiechnął, pokazując szereg swoich białych zębów i odjechał z piskiem opon.
 Julia spojrzała na wizytówkę którą dostała od chłopaka. Przypatrywała się w jego numer jeszcze chwileczkę i włożyła ją do kieszeni od bluzy... Bardzo się cieszyła, że zdobyła jego numer telefonu. Chociaż powinno byś odwrotnie, to chłopak powinien się starać o takie rzeczy i poprosić ją,a by to ona dała mu swój numer telefonu. Z tymi myślami weszła do budynku szkolnego i rozejrzała się na wszystkie możliwe strony. Podeszła pewnym krokiem do swojej szafki i włożyła tam swoje niektóre książki. Po chwili usłyszała jakieś głosy za sobą, więc się odwróciła i spojrzała na swoje dwie koleżanki.
 - Co to był za koleś? Spytała jedna z nich. Julka nieco wkurzona dodała:
 - Przestańcie się wtrącać w moje życie. Burknęła i odeszła. Weszła do sali lekcyjnej, położyła swój plecak na podłodze i oparła się łokciami o ławkę. Lekcja minęła jej bardzo szybko, nawet nic z niej nie wyniosła, bo była myślami gdzie indziej... Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy wyszli z sal, Julia wyszła z niej jako ostatnia. Dzisiaj właśnie miał się odbyć najważniejszy mecz siatkówki. W którym miała uczestniczyć nastolatka, wszystkie dziewczyny zostały zwolnione z reszty lekcji, wraz z Julią. Dziewczyna westchnęła ciężko i weszła do szatni gdzie miała się przebrać na mecz. Wszystkie jej koleżanki z drużyny rozmawiały o chłoptasiach z jej szkoły. Dziewczyna tylko śmiała się pod nosem, słysząc co te "idiotki" wygadują na ich temat. Julia się przebrała i poszła na salę, gdzie miał się odbywać mecz. Pogadała chwilę z trenerem i usiadła na ławkę. Gdy miał się już zacząć mecz, wszyscy byli bardzo podekscytowani, a zarazem zestresowani. Jakoś po godzinnym meczu, Julka położyła się na parkiecie i odetchnęła z wielką ulgą. Wygrały! Uradowany trener wykrzyknął na całą salę, że zaprasza wszystkie dziewczyny na grilla. Oczywiście każda się zgodziła, żadna z jej koleżanek nie mogła sobie odpuścić tej okazji zobaczenia jak to ma nauczyciel w domu. Julka poszła tylko po to, żeby nie zrobić trenerowi przykrości. Wszystkie weszły do szatni. Nastolatka sięgnęła po swoją bluzę i zaczęła szukać po kieszeniach wizytówki którą otrzymała dzisiaj od swojego nieznanego kolegi, aż jej się gorąco zrobiło gdy zobaczyła, że jej nie ma. Rozglądnęła się po całej szatni, ale to na nic. Nie było numeru. Smutna ubrała się i poczekała na wszystkich przed szkołą. Jak ona mogła zgubić taką cenną rzecz? Nie mieściło się jej to w głowie. Gdy trener wyszedł ze szkoły powiedział, wszystkim, że udadzą się do jego domu pieszo, ponieważ to jest bardzo blisko stąd. Gdzieś 5 minut drogi, a oczywiście pan Włodek (bo tak miał na imie ich trener) musiał zażartować, że mały spacerek zrobi im dobrze, dotlenią się i mają to potraktować jako mały trening. Wszystkie jej  koleżaneczki od siedmiu boleści szły w zwartej grupie, a Julia szła jako ostatnia ze słuchawkami w uszach nucąc jak zwykle swoją ulubioną piosenkę. Gdy po paru minutach każda z dziewczyn doszła do domu trenera, pan Włodzio powiedział, że mają się wygodnie rozsiąść i rozgościć w ogrodzie. Wszystko już było przygotowane. Dziewczyna podeszła do stolika i nalała sobie soku pomarańczowego mocząc w nim delikatnie usta. Po chwili wyszedł pan Włodek. - Muszę Wam kogoś przedstawić. Wyjaśnił trener. Każda dziewczyna skupiła wzrok na trenerze, a on dodał tylko:
- To jest mój syn, będzie uczęszczał do waszej klasy od jutra i będzie grał również w siatkówkę z waszymi kolegami z klasy. Wszystkie koleżanki Julki wręcz podskoczyły z radości, miały przecież nowy kąsek, będą miały kogo podrywać.
 Julia przewróciła oczami i oparła się o blat stołu. Popijając znów łyka soku pomarańczowego, gdy wyszedł syn pana Włodzia, mało co się nie zakrztusiła. Przecież to był ten sam koleś co rano ją podwoził do szkoły.  Trener przedstawił chłopaka wszystkim dziewczynom. Po chwili tajemniczy przystojniak wypatrzył dziewczyne z tłumu, gdzie stała samotnie. Chłopak szybko do niej podszedł.
 - To znowu się spotykamy... Uniósł do góry swoje czarne brwi i zabawnie nimi poruszył.
 - Właśnie. Julka uśmiechnęła sie i ponętnym wzrokiem spojrzała się na chłopaka.
- Może masz ochotę wejść do mnie do domu? Pójdziemy do mojego pokoju, pogadamy w spokoju? Spytał zaciekawiony chłopak oczekując odpowiedzi od dziewczyny.
 Nastolatka się uśmiechnęła i lekko zacisnęła swoje usta.
  - Tak poza tym jestem Julia. Zaśmiała się melodyjnie i podała swoją drobną dłoń koledze.
 Chłopak uścisnął dłoń i spojrzał na nią rozbawiony.
- Zapomniałem się przedstawić ja jestem Kuba. Uśmiechnął się do niej szeroko, a następnie ruszyli w stronę drzwi wejściowych.
 Tak, aby nikt ich nie zauważył......





#1: Nieoczekiwane spotkanie które wywróciło jej życie do góry nogami.

- Piękny poranek. Powiedziała sama do siebie piękna dziewczyna która wpatrywała się w okno. Po chwili jednak oprzytomniała i spojrzała na zegarek na swojej prawej ręce. Już dawno była pora, żeby się zbierała do szkoły, a więc wzięła w rękę swój niebieski plecak i zeszła na dół. Siedziała tam w kuchni jej mama z jej nowym kochasiem. Dziewczyna tylko przewróciła oczami i weszła do kuchni. Sięgnęła po jabłko i włożyła je do torby.
- Ide. Powiedziała krótko i dosyć twardo.
- Julka nie zjesz niczego? Właśnie tak miała na imie dziewczyna.  Nastolatka się spojrzała na mamę i odparła:
  - Nie mam ochoty, zjem w szkole. Rzekła od niechcenia, a następnie ubrała swoje czarne trampki i wyszła z domu.
 Założyła swoje słuchawki na uszy i zasłuchana tekstem piosenki zaczęła kiwać głową, a potem ruszyła w kierunku swojej szkoły. Nagle w jej słuchawkach pojawiła się jej ulubiona piosenka, zaczęła cichutko pod swoim nosem śpiewać tekst piosenki. Chciała wejść na ulicę, na pasy. Więc tak to zrobiła, zasłuchana nie zauważyła, że ktoś jedzie. Nagle poczuła na swojej nodze, jakby ją coś puknęło. Zdjęła szybko słuchawki i zauważyła samochód w którym siedział zaniepokojony chłopak. Wyszedł szybko z samochodu i spojrzał na dziewczynę.
- Nic Ci się nie stało? Spytał spoglądając na nogę dziewczyny.
 - Ee, nie chyba nie. Odparła zszokowana widokiem chłopaka.
 Niby nic jej się nie stało, ale sam fakt, że bardzo się stresowała przy chłopakach. A ten chłopak nie był byle jaki. Przystojny i to bardzo, w guście dziewczyny. Miał ciemne oczy, czarne włosy zaczesane do góry  i widać było od razu na pierwszy rzut oka, że jest dobrze zbudowany. Chwile tak mu się przyglądała, a po chwili powiedziała:
- Przepraszam śpieszę się do szkoły. Odparła cicho i schowała swoje słuchawki do kieszeni. Już miała iść, gdy nagle poczuła jego dłoń na jej ramieniu
. - Mogę Cię przecież zawieść. Gdy chłopak wypowiedział te słowa ona się odwróciła w jego kierunku i spojrzała w jego duże oczy. Nie mogła się oprzeć, tej propozycji i się zgodziła. Chociaż mogła być dla niej to bardzo ryzykowna przejażdżka, skoro wcale nie zna chłopaka. Ale zaślepiona jego urokiem wsiadła do samochodu, zapięła pasy i ruszyli.....